Spadające ceny nieruchomości mieszkaniowych w Chinach chyba nikogo już nie dziwią, niemniej to tylko wierzchołek fundamentalnej zmiany dziejącej się na naszych oczach w tamtejszej gospodarce. To, co widzimy na rynku nieruchomości to działanie rządu ukierunkowane na zmniejszenie istotności tego rynku. Oszczędzone w ten sposób środki są kierowane na inne sektory. Zmiana ta niesie za sobą jednak poważne wyzwania, tak dla chińskiej, jak i światowej gospodarki.
Ceny nieruchomości spadają, nastroje są fatalne, a wzrost PKB – choć wolniejszy – w dalszym ciągu pozostaje relatywnie wysoki. W tym samym czasie kredyt dla firm rośnie, choć jednocześnie gospodarstwa domowe ani myślą zaciągać nowych zobowiązań.
Jak to możliwe? Dlaczego Pekin świadomie toleruje ten stan rzeczy, zamiast - wzorem Zachodu - pompować pieniądze w konsumentów? I co ten zwrot oznacza dla światowej gospodarki? W poniższym tekście odpowiadamy na te pytania w trzech krokach:
- Wyjaśniamy, dlaczego Pekin uznał zapaść nieruchomości za konieczny koszt, a nie awarię do naprawienia.
- Pokazujemy nowy silnik wzrostu, w stronę którego Pekin przekierowuje zasoby finansowe.
- Analizujemy globalne konsekwencje tej strategii dla rynków zagranicznych.
Śmierć starego modelu, czyli konsumenci i nieruchomości rzuceni na pożarcie
Kryzys w Chinach to nie jest wypadek przy pracy, który Pekin próbuje nieudolnie naprawić. To świadoma, głęboko ideologiczna operacja plastyczna na żywym organizmie gospodarczym. Pekin celowo poświęca dobrobyt i nastroje dzisiejszego konsumenta, by za wszelką cenę zbudować technologiczną i militarną autarkię na czas (potencjalnego) przyszłego konfliktu z Zachodem. To zamiana ze „wzrostu opartego na dobrobycie” na „wzrost oparty na odporności państwa”.
Liczba rozpoczętych budów (mierzona liczbą budowanych metrów kwadratowych budynków mieszkalnych) obniżyła się od szczytu już o ponad 70%. Tak radykalne ostudzenie aktywności nie jest jednak rynkową katastrofą wymykającą się spod kontroli, lecz kontrolowanym wygaszaniem starego modelu wzrostu. Pekin świadomie zdecydował się nie interweniować na rzecz ratowania cen mieszkań. Sytuacji nie pomaga również wysoki w Chinach wskaźnik własności mieszkań (ponad 90%), który może skutkować niższą bazą nowych kupujących chcących wejść na rynek przy niższych cenach i go „oczyścić”.
Tymczasem skala nadpodaży mieszkań w Chinach jest znacząca. Czas niezbędny do wchłonięcia niesprzedanych mieszkań w największych miastach (Tier 1) wynosi ok. 17 miesięcy, w mniejszych miastach (Tier 2) jest to już blisko 23 miesiące, a w najmniejszych względnie miastach czas ten przekracza aż 40 miesięcy. Ma to rzecz jasna swoje odzwierciedlenie w zróżnicowaniu cenowym w poszczególnych typach miast (im większe miasto, tym ceny spadły mniej), gdzie w największych aglomeracjach (Tier 1) zaczynamy powoli dostrzegać oznaki stabilizacji cen.
Rząd ignoruje również słabe nastroje społeczne. Wstrzymanie wsparcia dla konsumentów wynika z ideologicznej niechęci władz do zachodniego „socjalu” i konsumpcjonizmu. Pekin uważa bezpośrednie rozdawanie pieniędzy ludziom za marnotrawstwo kapitału. Konsument ma przetrwać ten trudny okres, bo priorytetem jest budowanie siły państwa, a nie komfort obywateli.
Efektem tego zaniechania jest wejście chińskich gospodarstw domowych w podręcznikową recesję bilansową. Po przecenie ich głównego aktywa - nieruchomości - priorytetem ludzi stała się minimalizacja długu i spłata starych zobowiązań zamiast zaciągania nowych i wydawania pieniędzy. Dlatego właśnie cięcia stóp procentowych przez bank centralny nie pomagają ustabilizować rynku ani pobudzić konsumpcji - to klasyczna pułapka płynności (banki są chętne do pożyczania, ale obywatele boją się zaciągać kredyty), będąca bezpośrednim, akceptowanym przez rząd kosztem wygaszania starego modelu.
Wielka rotacja - co Chiny budują w zamian?
Sytuacja na rynku nieruchomości odbiła się w istotny sposób na rozwoju akcji kredytowej. Naturalną koleją rzeczy załamania nastroju konsumentów jest ograniczenie chęci lewarowania się. W rezultacie Chińczycy zaczęli myśleć raczej o spłacie zobowiązań niż zaciąganiu nowych. To właśnie w momencie rozpoczęcia korekty cenowej mieszkań zauważyć można rosnącą rozbieżność w wolumenie kredytu w rękach gospodarstw domowych i przedsiębiorstw niefinansowych (poniższy wykres). Czy to oznacza, że złe nastroje nie przełożyły się na decyzje kredytowe firm? Nie jest to do końca prawdą.
Brak znaczącego spadku kredytu do przedsiębiorstw to skutek odgórnie sterowanego wsparcia ze strony Ludowego Banku Chin (PBoC). PBoC wykorzystuje swój bilans oraz rządowe dotacje, by wspierać na większą skalę sektor publiczny i strategiczny przemysł. Widać to bardzo dobrze w danych, gdzie od dekady pożyczki do banków z chińskiego banku centralnego stanowią coraz większą część bilansu. Co istotne, wraz ze wzrostem pożyczek z bilansu PBoC wyraźnie spada udział inwestycji prywatnych – wzrost nakładów kapitałowych ciągną głównie państwowe giganty.
Gdzie rząd stara się pokierować strumień pieniądza? Nowy kręgosłup gospodarki budowany jest w oparciu o 3 filary: samochody elektryczne, fotowoltaikę oraz baterie i zaawansowane technologie (np. sztuczna inteligencja, półprzewodniki, robotyka). Założenia te po raz pierwszy zaprezentowano podczas prezentacji 5-letniego planu gospodarczego w latach 2011-2015. Kolejne dwa plany utrzymywały tak nakreślone cele. Podkreślmy to więc dobitnie: spadek znaczenia budownictwa dla chińskiej gospodarki jest zamierzonym celem, a poczynania te odzwierciedlają znane słowa prezydenta Xi Jinpinga, iż mieszkania służą do mieszkania, a nie do spekulacji. Docelowo więc nieruchomości mają być nudnym, stabilnym sektorem użyteczności publicznej, a nie maszynką do robienia pieniędzy.
Jak pokazują poniższe wykresy, zmiana myślenia w przypadku choćby sektora IT nadeszła jeszcze na „chwilę” przed pandemią. Podwojenie znaczenia tego sektora w dekadę pokazuje, jak duży nacisk rząd kładzie na rozwój nowych technologii. W przypadku szeroko rozumianego przemysłu na razie mamy do czynienia raczej ze stabilizacją udziału w PKB niż z raptownym wzrostem.
Implementacja takiej strategii rządu ma dość klarowny cel – zamianę celu gospodarczego z „poprawy jakości życia obywateli” na „odporność państwa na sankcje i różnego rodzaju konflikty”. W dobie obecnego protekcjonizmu i wzrostu aktywności wojennych trudno polemizować ze słusznością takiego postępowania. Chiny budują więc gospodarkę odpornościową, zorientowaną na samowystarczalność technologiczną w kluczowych sektorach (np. półprzewodniki). Najlepszym dowodem na chińską ekspansję jest polityka podejmowana choćby w UE w postaci ceł antysubsydyjnych nakładanych na chińskie auta elektryczne czy restrykcji w sektorze fotowoltaiki.
Globalne konsekwencje strategii Pekinu dla rynków zagranicznych
W tym miejscu warto spiąć klamrą nastroje konsumentów oraz wzmożoną ekspansję po stronie produkcji kluczowych sektorów, jaką obserwujemy od czasu pandemii. Mianowicie stopa konsumpcji w Chinach znajduje się na poziomie niespełna 40%, co jest wartością znacznie odbiegającą od zachodniego wzorca. Dla porównania, w USA wskaźnik ten wynosi ok. 70%, a średnia światowa plasuje się w okolicy 60%. Nawet więc jeśli nastroje Chińczyków ulegną w końcu poprawie i w konsekwencji zaczną kupować więcej aut czy gadżetów, baza konsumpcyjna jest po prostu zbyt mała w stosunku do gigantycznego, rozbudowanego za pieniądze państwowe aparatu produkcyjnego.
Efekt ten bardzo dobrze obrazuje poniższy wykres przedstawiający poziom zapasów w przedsiębiorstwach przemysłowych (czerwona linia) oraz wielkość produkcji przemysłowej (niebieska linia). Od początku 2010 roku widać, że chiński model gospodarczy polegał w sporym stopniu na eksporcie, gdyż popyt krajowy, nawet przy lepszych nastrojach konsumenckich, nie był w stanie wchłonąć całej produkcji. Po pandemii zróżnicowanie to stało się jeszcze większe, co oznacza konieczność jeszcze większej skali eksportu w obliczu braku trwałego wsparcia konsumentów przez rząd. Wniosek? Ekspansja nowych branż może efektywnie postępować tylko wtedy, gdy Chiny zaleją swoimi produktami rynki zagraniczne.
W celu uzmysłowienia sobie skali nadprodukcji w Chinach warto wspomnieć, iż Pekin jest obecnie w stanie wyprodukować więcej (blisko dwukrotnie!) paneli fotowoltaicznych i baterii, niż wynosi roczny popyt... całego świata.
Decyzja o ignorowaniu konsumenta przy jednoczesnym rozbudowywaniu mocy produkcyjnych rodzi potężne ryzyka dla gospodarki światowej. Mianowicie, zalew subsydiowanych towarów niszczy zdrową konkurencję w UE czy Stanach Zjednoczonych, prowadząc bezpośrednio do wojen handlowych i zaostrzenia protekcjonizmu.
W ostatnich miesiącach dostrzec można jednak pewien progres pod względem eksportu produktów pochodzących z kluczowych chińskich branż. Wojna handlowa z USA, jaka została zapoczątkowana kilka lat temu, zmusiła poniekąd Pekin do poszukiwania innych rynków zbytu. Stąd na znaczeniu zyskały kraje ASEAN (częściowo to próba obchodzenia amerykańskich ceł), Afryka czy UE, gdzie nie doświadczyliśmy spadku eksportu pomimo protekcjonistycznej polityki Brukseli.
Podsumowanie
Chiny nie są w kryzysie, z którego nie umieją wyjść. Wraz z pojawieniem się problemów z wypłacalnością deweloperów (2021 rok), Chiny świadomie przestały budować gospodarkę dobrobytu, a zaczęły budować gospodarkę wojenną i odpornościową. Rozpętanie wojny w Ukrainie przez Rosję mogło tylko utwierdzić tamtejsze władze w słuszności takiego postępowania.
Pekin buduje gospodarkę ukierunkowaną na odporność technologiczną i militarną, a nie na komfort obywatela. W rezultacie świat musi przygotować się na trwałe napięcia handlowe i zalew taniego, subsydiowanego przemysłu z Chin. Z punktu widzenia procesów inflacyjnych może to też nieść pozytywne informacje, tj. zmniejszać presję inflacyjną na świecie. Pytanie tylko czy i w jakiej skali świat będzie w stanie wchłonąć chińską produkcję.
Arkadiusz Balcerowski















