Czasy w których ludzkość mogła skupić się tylko i wyłącznie na tym jak wytworzyć więcej minęły lub właśnie jesteśmy świadkami ich odchodzenia. Dziś nie tylko chodzi o postęp, lecz także o to jak mniej szkodzić. Wzrost gospodarczy sam stworzył mechanizmy go hamujące w postaci degradacji środowiska naturalnego. Tradycyjny czynnik produkcji - ziemia - upomnina się ponownie o swoje miejsce. W eseju tym postaram się pokazać, że dalsza poprawa dobrobytu ludzkości będzie wymagała nie tyle wzrostu, co wzrostu zrównoważonego. Przy okazji zrobimy sobie krótką wycieczkę po biologii, chemii i fizyce. Wnioski na przyszłość są pozytywne.
Fenomen wzrostu
Wzrost gospodarczy jako presja
Granice planetarne
(Niezrównoważony) wzrost gospodarczy wygenerował procesy, które zaczęły go hamować
* Często argument o zapylaczach jest rozmontowywany przez fakt, że większość masy gatunków roślin spożywanych przez człowieka ich nie wymaga. To nokaut tylko pozorny. Zapylacze zwiększają (10-30%) wielkość plonu np. rzepaku, poprawiając dodatkowo jego jakość. Zapylacze powodują, że część roślin może w ogóle wzbogacać dietę człowieka. Wreszcie, argument być może nie ostateczny, ale ważny – bez zapylaczy plony kakao byłyby bardzo niskie z uwagi na ogromną zależność tej rośliny od takiej formy rozmnażania.
This is the way the world ends. Not with a bang but a whimper **
Zrozumiały opór i balansowanie po linie, które może się udać
** Z góry proszę o wybaczenie, gdyż poeta miał na myśli inne procesy prowadzące do końca świata (rok 1925), ale mimo wszystko, doskonale pasowało. Warto też myślę obejrzeć ilustrację do tego wiersza stworzone przez Midjourney (link).



