Donald Trump napisał ostatnio duży artykuł w WSJ (link) o tym, że jego cła spowodowały rozkwit amerykańskiej gospodarki. Z bombastycznym stylem nie będę dyskutował, z liczbami również nie*. Niepokojące jest przede wszystkim bijące z tego artykułu przekonanie, że wola jest w stanie pokonać księgowość. Wykażę, że to niemożliwe. Piszę oczywiście z pozycji "so-called expert".
At the same time, I have successfully wielded the tariff tool to secure colossal investments in America, like no other country has ever seen before. In less than one year, we have secured commitments for more than $18 trillion, a number that is unfathomable to many.
Donald Trump
Jeden wzór, aby wszystko zrozumieć
S - I = NX
*Lub do czasu, gdy Elon Musk sprawi, że cywilizacja ziemska stanie się cywilizacją międzyplanetarną (na kolejny rok niestety - ku mojemu smutkowi - aspiracje zostały zeskalowane w dół tylko do Księżyca (link). Wtedy granice handlu się przesuną, a ja napiszę, że rozpatrujemy bilans handlowy USA względem wszechświata.
Ostateczny triumf księgowości
Sekcja specjalna dla kujonów
Po tym jakże pozytywnym wstępie rozwinę kilka wątków, które są ciekawym smaczkiem, ale nie zmieniają ducha wywodu. Otóż równość S-I=NX to tożsamość płynąca z uproszczonych rachunków narodowych. W bardziej rozbudowanej wersji mamy bilans płatniczy, w którym stroną finansującą są (wszystko netto czyli przypływ minus wypływ) inwestycje bezpośrednie, portfelowe oraz transfery kapitałowe, a stroną "realną" eksport towarów i usług, dochody z inwestycji za granicą oraz transfery bieżące. Wersja tożsamości dla kujonów wygląda tak: S-I=CA, gdzie CA to strona "realna", którą właśnie wyliczyłem. Co to zmienia?
Teoretycznie dużo, praktycznie jedynie komplikuje obliczenia i wprowadza znaki zapytania. Ale nie poddawajmy się. Otóż nie od dziś wiadomo, że amerykańskie korporacje działają w skali globalnej i czerpią zyski za granicą (tzw. dochody z inwestycji za granicą). Zyski te mogą wracać do USA, ale nie muszą (reinwestycje za granicą, optymalizacja podatkowa). Co byłoby, gdyby wróciły? Otóż to podbiłoby oszczędności w USA (S-I rośnie), co z kolei powodowałoby też wzrost CA w naszym bardziej skomplikowanym układzie. To zmiękcza wydźwięk konieczności zwiększenia stopy oszczędności przez krajowe podmioty, o którym wspominałem. Nie likwiduje go jednak, bo temat powrotu zysków do USA to jest istna telenowela, która się ciągnie od lat (link, link) i końca nie widać. Nikomu do tej pory nie udało się tematu domknąć lub istotnie poprawić. Z obszarem zysków łączy się też potencjalny przepływ zysków w przeciwną stronę od spółek, które mają inwestować w USA. Tę lukę administracja planuje jednak zamknąć, aby 90% zysków zostawała w kraju (link). Temat jest poruszany w umowach mających likwidować nowo-nakładane stawki celne.
Kolejna komplikacja jest niezwykle subtelna. Otóż niektórzy sugerują (np. G. Zuckman - link), że statystyki bilansowe znacząco niedoszacowują prywatnych majątków przechowywanych za granicą (w różnej formie) w rajach podatkowych. Jest to oczywiście charakterystyczne dla krajów bogatych. Jeśli więc strona finansująca CA jest zaniżona, strona realna również jest zaniżona. W przypadku USA prowadziłoby to do zmniejszenia deficytu na rachunku bieżącym (S-I=CA). Punkt startowy byłby więc gdzie indziej. Pewnie zapytacie, co takiego po stronie CA musiałoby się zmniejszyć? Sporo tropów prowadzi do wyceny dochodów z praw własności intelektualnej. Ja ze swojej strony dodam, że problem może być też związany z dochodami międzynarodowymi amerykańskich spółek (i ich transferem do głównych udziałowców).
Wreszcie, USA jest znaczącym inwestorem u siebie (I) oraz za granicą w zakresie wojska (tu wchodzą jako wydatek rządowy lub jako transfer jednostronny). Podobnież wysyła sporo transferów zagranicznych w ramach wielu programów (chociażby finansują wiele organizacji międzynarodowych). Ten drugi aspekt jest powoli atakowany przez administrację - USA w coraz większym stopniu nie chce brać w tym udziału. Inwestycje wojskowe - tak wnioskuję - będę też mogły być z biegiem czasu zmniejszone, gdy USA domknie temat "twierdzy USA". Choć być może wybiegam nadmiernie w przyszłość.
