Szoki podażowe są bardziej podstępne niż popytowe, gdyż ceny i produkcja poruszają się w przeciwnych kierunkach. Przy szoku naftowym oczekiwanym efektem jest wzrost cen i spadek produkcji. Tak rynek szuka równowagi w sytuacji niedoboru i podręcznikowo by ją znalazł. Co ciekawe jednak, bardzo rzadko daje się mu taką szansę, gdyż do gry wkracza interwencja gospodarcza, próbując osłodzić skutki tego szoku przez blokadę mechanizmu cenowego. Można w tym odnaleźć pewną logikę, ale ekonomiści są w takich przypadkach zgodni, że to świetny sposób do zamiany szoku cenowego w inflację. O tym jest ten tekst.

Wyższe ceny paliw bolą, ale jak bardzo?
Jak „naprawić” rynek?
*Pamiętam, gdy ceny paliw na Węgrzech były obniżone dla konsumentów, ale bez zmian dla firm. Warunkiem zatankowania taniej było okazanie dowodu rejestracyjnego (na węgierskich tablicach oczywiście). Zatankowałem, poinformowałem – na moje nieszczęście po angielsku - że pojazd jest z wypożyczalni, a więc firmowy i płacę normalną cenę. Pani pokiwała głową, nabiła rachunek, a potem poprosiła o dowód i zaczęła się zabawa z odkręcaniem tej transakcji, bo nabiła na konsumenta, a tu tankuje firma. Jak to cofnąć? Straciłem 10 minut, a akurat śpieszyłem się, aby to auto oddać. To jest właśnie koszt transakcyjny. Jest masa innych.
Jak utrwalić szok podażowy?
** Tekst kończę w momencie, kiedy Donald Trump ogłosił rychłe zakończenie wojny, a ceny ropy spadają. Podchodzę do tych zapewnień oraz ruchów rynkowych sceptycznie. Uważam, że definitywne zakończenie wojny na tym etapie już nie jest wcale proste, a ceny ropy nie powrócą do pierwotnych poziomów.
